Zaczęło się dość zwyczajnie. Wieczorem, jak już dzieci zasnęły — mam trójkę, więc cisza po 21:00 to luksus — siadałam przy stole z formą silikonową i mieszadełkiem do gipsu.
Pierwsze odlewy były krzywe. Jeden pękł mi w połowie zalewania, bo za bardzo się spieszyłam. Pamiętam, jak siedziałam wpatrzona w te dwie połówki i zastanawiałam się, czy to w ogóle ma sens.
No to zrobiłam kolejny. I jeszcze jeden.
Wosk pszczeli przyszedł później. Pachnie miodem, kiedy się go topi, i tego zapachu nie da się porównać z niczym gotowym ze sklepu. Chyba wtedy hobby przestało być tylko hobby.
Dziś MaDe to mała pracownia u mnie w domu. Robię dekoracje z gipsu i świece z naturalnego wosku pszczelego, sztuka po sztuce. Każdą formę wybieram sama, kolory mieszam ręcznie. Czasem coś wyjdzie trochę inaczej, niż miałam w głowie. I często właśnie takie rzeczy lubię najbardziej.
Na masę nie produkuję, bo bym nie zdążyła. Ale szczerze mówiąc, chyba nawet bym nie chciała.
Każda rzecz z MaDe powstaje spokojnie, uważnie i bez taśmy produkcyjnej — od wyboru formy, przez mieszanie koloru, aż po ostatnie wykończenie. Dlatego nie ma dwóch takich samych.